pycha kroczy przed upadkiem biblia
1.8K views, 61 likes, 32 loves, 42 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Foto Sparta Brodnica: Junior Starszy BKS Sparta [11:1] UKS SMS
Pycha kroczy przed upadkiem. 20 Jun 2023 20:20:56 Pycha kroczy przed upadkiem. 20 Jun 2023 20:20:56
Pycha kroczy przed upadkiem! Kościół katolicki jest doskonałym wzorem dla grzeszników - bo hierarchowie grzeszą z przytupem i z rozmachem. Niestety kk
Wychodzi im, że skuteczna będzie skrajna polaryzacja i zderzenie ze sobą wizji Tuska z wizją PiS. A nikt się tam nie zastanawiał, dlaczego tylko ich własne, wewnętrzne sondaże dają im zwycięstwo, a wszystko inne pokazują coś kompletnie przeciwnego? Jak mawia klasyk (i to biblijny): „pycha kroczy przed upadkiem”.
Fałszywa pewność siebie wiąże się z nadmiarem autoprezentacji, przejawiającym się postawą: Zobacz jaki jestem zajebisty!, czyli “O większego trudno zucha, Jak był Stefek Burczymucha”. Warunkiem niezbędnym do tego, aby strategia nadmiaru autoprezentacji zadziałała, jest publiczność, której zadaniem jest się zachwycać. Jeśli jesteś osobą bardzo pewną siebie, ale masz
nonton film india terbaru 2023 sub indo. Kiedyś Ibrahimović spytany, kto jest najlepszym piłkarzem świata – Messi czy Ronaldo – bez zastanowienia odpowiedział: "Kto? Oczywiście, że Zlatan". W Ekstraklasie mamy swój odpowiednik. Nazywa się Aleksander Prijović. Obu panów łączy jednak tylko wygląd i pewność siebie. Szwed jest od swojego sobowtóra lepszy w każdym elemencie gry. Silniejszy, szybszy, lepiej wyszkolony technicznie. Po prostu prezentuje wyższą kulturę na boisku. Szwajcar również posiada te wszystkie wyżej wymienione umiejętności, ale niestety tylko w swoim mniemaniu. Zwykło się mówić, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą. Odnoszę wrażenie, że snajper Legii właśnie całe życie staje przed lustrem i powtarza, że jest najlepszy. Na jego nieszczęście nie jest. I to nawet w Ekstraklasie. – Czuję się najlepszym piłkarzem Legii – stwierdził jakiś czas temu Prijović. W czym czuje się najlepszy? W byciu pewnym siebie? Napastnik niczym innym w barwach „Wojskowych” jeszcze nie zaimponował. Faktycznie, drużyna z Łazienkowskiej prezentuje się grubo poniżej oczekiwań, ale na pewno nie jest tak fatalnie, żeby nie znaleźć żadnego lepszego piłkarza w jej kadrze. Nemanja Nikolić, Michał Pazdan, Jakub Rzeźniczak, Łukasz Broź czy Dominik Furman. Ci wszyscy koledzy Szwajcara w tym sezonie utrzymują równą i całkiem przyzwoitą dyspozycję. Na jakiej więc podstawie może uważać on, że jest najlepszy w Warszawie? Trudno powiedzieć. Aleksandar Prijović (fot. Grzegorz Rutkowski;) Kiedy przychodził na Ł3, wymagania były dość duże. Udzielał wielu wywiadów, w których buńczucznie zapowiadał, że wedrze się przebojem na salony i już w pierwszym sezonie będzie błyszczał nie tylko w rozgrywkach ligowych, ale też w europejskich pucharach. – Zrobię wszystko, by wygrać. Od zawsze. Nie tylko w futbolu. Jeśli stawiam sobie jakiś cel, osiągam go. Spełniam wszystkie swoje marzenia. Chciałem grać w wielkim klubie. Gram w Legii, tu zabłysnę. Trafię do reprezentacji Szwajcarii – zarzekał się Prijović. Przyjemnie się tego słuchało. W szczególności włodarzom i kibicom jego nowego klubu. Prezentowane podejście, chęć do gry i pewność siebie mogły imponować. Na boisku jednak wyszło nieco gorzej. Szwajcar nie prezentuje się koszmarnie, bo można docenić to, że walczy, stara się, ma warunki fizyczne, ale czegoś mu brakuje. Czego? Przede wszystkim goli. W jego repertuarze zagrań brakuje wykończenia akcji, a to przecież dla snajpera kluczowe. W lidze przełamał się dopiero niedawno, w 9. kolejce z Ruchem, a do tego dołożył jeszcze po jednym trafieniu w pucharze krajowym i w eliminacjach Ligi Europy. Bilans? 15 meczów i trzy gole. Taki wynik na kolana nie rzuca, ale w sumie czego spodziewać się po zawodniku, którego jako 25-latka już można nazwać piłkarskim obieżyświatem. Prijović raczej nie lubi siedzieć w jednym miejscu dłużej niż rok. Taki futbolowy kosmopolita. W swojej seniorskiej karierze zwiedził już 10 klubów. Przeważnie ktoś ściągał go do siebie, by potem żałować swojej decyzji i oddać go na wypożyczenie. Tak było w Derby County i Sionie. W tych dwóch dość znanych klubach reprezentant młodzieżowych reprezentacji Szwajcarii zupełnie się nie przebił. Kiedy spędzał czas na ławce albo trybunach, oddawano go na wypożyczenie do Tromsø czy Djurgårdens. Tam też szło mu przeciętnie. Do sezonu 2014/15 dzisiejszy napastnik Legii tylko raz przekroczył magiczną granicę pięciu bramek na kampanię. Dopiero w minionym roku w 2. lidze tureckiej błysnął. 25-letni napastnik w barwach Boluspor zdobył 16 goli i zaliczył pięć asyst w 31 meczach, a nad Bosforem pisano o nim tylko w dobrym świetle. – Zdominował zaplecze Super Ligi. Boluspor dzięki niemu był drużyną z pomysłem na grę. Tego brakowało wcześniej – opowiadał lokalnym mediom przejęty Cihat Arslan, trener byłego klubu Prijovicia, kiedy dowiedział się o odejściu pupila. Mimo tego to jest tylko jeden dobry okres w bardzo długiej jak na tak młodego piłkarza karierze. Można odnieść więc wrażenie, że wicemistrz Polski ściągnął zawodnika, sugerując się jeden udanym sezonem. To, jak na zespół aspirujący do regularnej gry w Europie, skandal. Nemanja Nikolić – gracz o klasę lepszy od Prijovicia (fot. fot. Grzegorz Rutkowski) Gracz serbskiego pochodzenia występuje w duecie z bramkostrzelnym Nemanją Nikoliciem. – Myślę, że nasza współpraca dobrze wygląda i widać to na boisku. Pokazuje to zresztą liczba strzelanych przez nas goli – twierdzi, ale warto tu uściślić: liczba goli, ale chyba strzelonych przez Węgra, bo jego partner miał może kilka asyst, ale to wszystko jest jeszcze za mało. Właśnie dobra postawa Nikolicia bardzo tuszuje gorsze występy Prijovcia. Tę różnicę klas między oboma panami dałoby się odczuć dopiero, kiedy, nie daj Boże, były zawodnik Videotonu doznałby kontuzji, która wykluczyłaby go na kilka tygodni. Wtedy nie miałby kto w Legii strzelać bramek, bo grający z numerem „99” napastnik takowych nie gwarantuje. Inne zdanie ma za to na ten temat Henning Berg. – Solidnie pracuje na treningach, a w meczu daje z siebie wszystko. Wykonuje czarną robotę w ofensywie. Rozbija defensorów rywali. Ja jestem z niego bardzo zadowolony – tak sądzi Norweg i choć często w jego logice można zauważyć luki, tu można mu przyznać rację. 25-latek graczem jest średnim. Kreuje się jednak na kogoś innego, lepszego. Jest autorem zapadających w pamięć wypowiedzi typu: Jestem najlepszy w drużynie czy Możesz mnie kochać albo nienawidzić. To tworzy jego profil, ale też czyni go trochę śmiesznym, bo jak ktoś o jego dorobku może tak o sobie mówić. Nie chodzi tu nawet o jego przepychanki z fanami na Instagramie, ale zwyczajne, prozaiczne sprawy, jak wypowiedzi w strefie mixed-zone czy po prostu styl życia. Jako całokształt to może denerwować. Taką przyjął pozę i już, ale musi pamiętać, że pycha zawsze kroczy przed upadkiem. A byłby to upadek z naprawdę wysokiego konia. Aleksandar Prijović Henning Berg Legia Warszawa Nemanja Nikolić
Ryszard Petru nie wyklucza przyjęcia do Nowoczesnej Michała Kamińskiego, Jacka Protasiewicza i Stanisława Huskowskiego, którzy zostali wykluczeni z Platformy Obywatelskiej. To komentarz lidera Nowoczesnej dla Polsatu News z lipca ubiegłego roku, w którym również wyraził swoje zdziwienie rozpadem totalnej opozycji. Dzisiaj te słowa brzmią jak dobry kabaret w obliczu ostatnich informacji, które mówią o zawieszeniu trójki posłów partii Ryszarda Petru, po tym jak w mediach pojawiły się informacje o możliwym przejściu kilku osób do Platformy Obywatelskiej. Te trzy zdania pokazują przestrzeń polityczną ostatniego roku z jaką zmierzyła się Nowoczesna. Ale mam kilka zdań więcej do napisania, które obrazują skalę tego upadku oraz sprzeczności. W lipcu ubiegłego roku Donald Tusk udziela tygodnikowi Polityka głośnego wywiadu mówiąc, że w Polsce nie ma charyzmatycznego lidera. Politycy PO odpowiadają, że u nich nie ma żadnej nerwówki, tylko jest spokojne budowanie alternatywy dla Prawa i Sprawiedliwości. Rozpoczęło się przygotowywanie nowego programu oraz odbudowywanie zaufania u wyborców czyli tak zwana praca u podstaw. Na wypowiedź byłego premiera bardzo buńczucznie zareagowała w wywiadzie dla Super Expressu Katarzyna Lubnauer. Donald Tusk jest próżny i wydaje mu się, że jest wyjątkowy i niezastąpiony – mówiła. Dodała, że bardzo dobre wyniki Nowoczesnej świadczą o charyzmie przewodniczącego Petru i jest on naturalnym liderem opozycji. Jeżeli punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to Nowoczesna nie ma charyzmatycznego przywódcy i nie można go już postrzegać w kategoriach lidera opozycji. Po ponownym wyborze Donalda Tuska na stanowisko szefa Rady Europejskiej i wzroście notowań Platformy, wiceprzewodnicząca przedstawiając swoją diagnozę powiedziała, że to efekt Donalda Tuska. Nagle były przewodniczący Platformy w oczach Katarzyny Lubnauer stał się wyjątkowy i niezastąpiony. Dzień po polskim Halloween, Nowoczesna piórami Katarzyny Lubnauer i Pawła Rabieja publikuje swój manifest. Manifest jest bardzo chętnie przedrukowywany przez największe polskie portale, a w studiach telewizyjnych toczy się na ten temat dyskusja. Odezwa uderza w Platformę Obywatelską – “Nie akceptujemy tego, że PO nie chce się oczyścić i do dziś nie wyciągnęło wniosków ze swojej porażki. (…) Nie ma więc sensu budować sztucznej, a tym bardziej fałszywej jedności”. Jest tam również miejsce na takie stwierdzenie – “Mit o pospolitym ruszeniu przeciwko PiS i przekonanie, że tylko zjednoczenie się KOD, PO, Nowoczesnej i innych sił może ocalić Polskę jest oczywiście atrakcyjny. Ale jak wiele mitów, ma on niewiele wspólnego z rzeczywistością”. Przekaz tego manifestu był jasny – Kartagina (Platforma) musi zostać zniszczona. To nie koniec listopadowych pokazów pewności siebie, bowiem ukazuje się w Newsweeku tekst o Ryszardzie Petru. Celem jest ruszenie po wyborców Platformy, a planem na najbliższe miesiące jest dobicie Grzegorza Schetyny. Rozochoceni dobrymi sondażami już nie ukrywają jakie mają plany i puszczają im wszelkie hamulce. Panuje ogólnie euforia, akcja #Misiewicze odnosi ogromny sukces, lider chodzi od programu do programu i mówi, że po wyborach będzie premierem. Cztery miesiące później Grzegorz Schetyna na spotkaniu z wyborcami w Poznaniu powie, że ludzie którzy głosowali na Nowoczesną to elektorat Platformy. Dodał, że zrobi wszystko żeby ci Polacy, którzy na nich głosowali wrócili do PO. Te słowa wywołują furię u posłanki Joanny Scheuring-Wielgus z Nowoczesnej, która na jednym z portali społecznościowych nazywa te słowa żenadą. Coś co było kilka miesięcy wcześniej czymś naturalnym i zadziornym dla Nowoczesnej, nagle stało się synonimem obciachu i działania na szkodę opozycji. Posłance Scheuring-Wielgus można poświęcić kilka akapitów, bo jej fantazja w wypowiedziach była tak ogromna, że zestawienie cytatów z tym co aktualnie mówi, byłoby zrobieniem jej krzywdy. Lipiec – Adam Szejnfeld w jednym z programów publicystycznych sugeruje, że mamy w Polsce dyktaturę. Oburza się na to wiceminister Patryk Jaki, pytając europosła czy wziął dzisiaj proszki. Kilka dni później w wywiadzie prasowym pytana o tę sytuację posłanka mówi, że jesteśmy na złej drodze, ale do dyktatury nam jeszcze daleko i w tym sensie Szejnfeld przesadził. Bardzo modne było wtedy krytykowanie Platformy prawie za wszystko, ale po trzech miesiącach nagle i zza winkla okazało się jednak, że w Polsce mamy dyktatora. A jak mamy dyktatora to jest dyktatura. To chyba najszybsze przeobrażenie się państwa w system autorytarny. Joanna Scheuring-Wielgus po grudniowej miesięcznicy odniosła się w popularnym programie do przemówienia Jarosława Kaczyńskiego. Chyba wszyscy się już domyślają jakie to było przemówienie? Oczywiście dyktatora. Jak bardzo Nowoczesna na początku była pewna siebie pokazuje wywiad z lutego ubiegłego roku w Rzeczpospolitej z Kamilą Gasiuk-Pichowicz. Chyba największa gwiazda pod skrzydłami Ryszarda Petru zaznacza dobitnie, że jedynym kandydatem na prezydenta jest tylko lider jej ugrupowania i innego nie biorą nawet pod uwagę – “Wspólnym kandydatem opozycji na prezydenta mógłby być tylko Ryszard Petru. Na to Nowoczesna mogłaby się zgodzić”. Siłą rzeczy ciosy otrzymuje też Grzegorz Schetyna, który nie jest żadnym liderem, a cała Platforma nie jest wiarygodną opozycją. Gdy w listopadzie 2015 roku Platforma wkraczała w fazę wyborów lidera, na antenie Superstacji Kamila Gasiuk-Pihowicz zachęcała posłów PO do przystąpienia do jej partii. Warunkiem była spójność polityczna nowych członków z programem Nowoczesnej, czyli nie było żadnych warunków. Nasze ramiona są szerokie więc przechodźcie do nas hurtem – tak można w skrócie napisać. Dzisiaj to wszystko wygląda jak wrak zatopionego na dnie oceanu hiszpańskiego galeonu ze złotem, a to tylko kilka przykładów. Dzisiaj to z Nowoczesnej chcą odchodzić posłowie i pewnie zaraz usłyszymy sakramentalne “oddajcie mandaty”. Dzisiaj to Ryszard Petru apeluje o współpracę opozycji, a jeszcze nie tak dawno można było usłyszeć od prominentnych polityków, że to Platforma musi zaakceptować warunki ponieważ społeczeństwo daje temu wyraz w badaniach. Od pewnego czasu jest już jasne, że Platforma nie odda ani guzika. Politycy PO mają raczej zamiar wyrwać z korzeniami kilka guzików z garniturów i garsonek Nowoczesnej. Ratunkiem dla Ryszarda Petru jest katastrofalna i bezprecedensowa wpadka Platformy, a na to się nie zapowiada bo widać, że tam wszystko jest zaplanowane i przemyślane na dwa kroki do przodu. To co się dzieje z Nowoczesną to też bardzo zły sygnał dla kilku polityczek i polityków, którzy w pewien sposób podczepiali się pod Ryszarda Petru na wiecach czy w wywiadach, wypowiadając się o nim cieplej niż o Platformie. Wygląda na to, że swoje marzenia o wejściu w końcu do Sejmu muszą odłożyć ad acta, bo w Nowoczesnej powoli gaszą światło. Follow me on Twitter fot. flickr/Kancelaria Sejmu Czytasz nas? Podobają Ci się zamieszczane przez nas treści? Wesprzyj nas swoją wpłatą. Wpłacając pomagasz budować Crowd Media – wolne media, które patrzą władzy na ręce. WPŁAĆ Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treść artykułów nadesłanych przez użytkowników.
a guest Jul 11th, 2015 258 Never Not a member of Pastebin yet? Sign Up, it unlocks many cool features! Paweł Kukiz zaprezentował listę pełnomocników swojego ruchu. Nie ma na niej nikogo z Bezpartyjnych Samorządowców ani z Ruchu JOW, czyli głównych współpracowników z kampanii prezydenckiej. REKLAMA AdTaily Wśród ogłoszonych w czwartek przed północą 18 pełnomocników - 16 na kraj i dwóch na zagranicę - przeważają działacze prawicowych organizacji i kanapowych partyjek. Są przedstawiciele wyrosłych na gruncie Unii Polityki Realnej stowarzyszenia KoLiber i Kongresu Nowej Prawicy ( startujący w ostatnich wyborach prezydenckich Jacek Wilk) oraz Ruchu Narodowego (szef struktur w Lubuskiem Krystian Kamiński). Są też związkowcy, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" Dominik Kolorz. Jest wreszcie Janusz Sanocki, najbliższy dziś współpracownik Kukiza. To on rozdaje karty w ekipie muzyka. Spór, kto wymyślił Kukiza Sanocki, były burmistrz Nysy, w przeszłości członek PZPR, KLD Donalda Tuska i UPR Janusza Korwina-Mikkego, od 20 lat zaangażowany jest w promowanie JOW. W 2009 r. bezskutecznie zabiegał o mandat eurodeputowanego z listy Prawicy RP Marka Jurka. W 2011 r. był kandydatem PiS do Senatu, ale partia wycofała poparcie dla niego, bo publicznie wychwalał Białoruś Aleksandra Łukaszenki. "Zaprowadził w kraju porządek, nie pozwolił rozkraść przemysłu, zapewnił stabilny wzrost gospodarczy, który jest dwa razy większy niż w naszym kraju" - mówił. Sanocki lubi podkreślać, że 20-procentowy wynik Kukiza w wyborach prezydenckich to jego zasługa: - Wracaliśmy kiedyś ze Śląska, ze spotkania z górnikami i Paweł pyta mnie: "To mam startować czy nie? Bo jak dostanę 1,5 proc., to mnie zmiażdżą i będą się śmiali, że taki nieudany muzyk rockowy i jeszcze bardziej nieudany polityk". Ale ja mu mówiłem: "Jak 5 proc. dostaniesz, to i tak będziesz miał więcej od Korwina. Ale liczę na siedem, dziewięć. To już nam pozwoli budować obóz polityczny w wyborach do Sejmu". Prawda jest taka, że w kampanii myśmy pracowali tylko we dwóch! Taki obraz kwestionują Bezpartyjni Samorządowcy, ekipa dolnośląskich polityków skupiona wokół prezydenta Lubina Roberta Raczyńskiego skłóconego dziś z Kukizem. Z ich listy muzyk zdobył jesienią ub. roku mandat radnego sejmiku. Jednym z nich jest Patryk Wild. - Jak tego słucham, to się dziwię, że Paweł zapomniał, komu i co zawdzięcza - mówi. - Chce mi się śmiać. Bo na styczniowe rozmowy o starcie w wyborach prezydenckich przyjechał właśnie z Sanockim, który protestował przeciwko startowi Pawła. Twierdził, że go spalimy kilkuprocentowym wynikiem. Wild twierdzi, że Sanocki proponował wtedy, by na prezydenta wystawić prof. Witolda Kieżuna, byłego powstańca warszawskiego, dziko zlustrowanego i oskarżanego przez tygodnik "Do Rzeczy" o współpracę z bezpieką. Odsunięty Ruch JOW Kukiz pokłócił się też z Ruchem JOW, choć zawdzięcza mu najwięcej. To właśnie członek Ruchu JOW Patryk Hałaczkiewicz prowadził jego kampanię. Dwa tygodnie temu był konferansjerem na zjeździe kukizowców w Lubinie, a muzyk dziękował mu za ogrom pracy. Hałaczkiewicz był łącznikiem na linii Kukiz - Bezpartyjni. Dziś jednak jest już w niełasce. Tak samo jak Wojciech Kaźmierczak, prezes Stowarzyszenia na rzecz Zmiany Systemu Wyborczego JOW. - Obaj mają powiązania polityczne - twierdzi Sanocki. Anonimowy członek Ruchu JOW: - Sanocki opowiada, że Kaźmierczak i Hałaczkiewicz są "umoczeni" w system. Dowodem na to ma być, że Patryk rzekomo pracuje dla Raczyńskiego, a Wojtek, bo jest prezesem Mennicy Wrocławskiej. A to przecież spółka i z polityką nie ma wiele wspólnego. Ale Sanocki rozpuszcza plotki, że Mennica rzekomo skupuje złoto Amber Gold. Hałaczkiewicz nie chce rozmawiać o Kukizie i odsyła nas do Wilda. Można wyczuć, że obecne działania Kukiza są dla niego zawodem. - Nie pracuję dla Raczyńskiego - zapewnia tylko. Wild: - Paweł wścieka się na stwierdzenia, że jako polityka wymyślił go Raczyński. Ma trochę racji, bo gwoli ścisłości na ten pomysł wpadłem ja - śmieje się. - Pierwszą rozmowę o starcie do sejmiku odbyliśmy u niego w domu. Był przy tym Hałaczkiewicz. O wyborach prezydenckich rozmawialiśmy z Kukizem później, już we Wrocławiu, w większym gronie. Właśnie wtedy przyjechał z Sanockim. Zostanie tylko KoLiber Przy Kukizie nie ma już także wspierającego go niedawno Piotra Guziała, b. burmistrza warszawskiego Ursynowa, autora nieudanego referendum w sprawie odwołania prezydent stolicy Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pokłócili się, gdy Kukiz powiedział w telewizji, że Warszawa to "polskie Monaco". Sanocki: - Guział jest na marginesie. Liczył, że na plecach Kukiza wskoczy do parlamentu. Raczyński też myślał, że Paweł jest głupi i go wykorzysta. Wojciech Kaźmierczak na zaczepki Sanockiego odpowiadać nie chce. Jego zdaniem wynikają one z obawy, że środowisko JOW mogłoby wprowadzać swoich ludzi na listy wyborcze. Inny anonimowy działacz Ruchu JOW podkreśla z kolei ogromną rolę, jaką na dworze muzyka odgrywa jego rzecznik Miłosz Lodowski, na co dzień związany ze stowarzyszeniem KoLiber. - Sanocki skłóci wszystkich ze wszystkimi, a potem sam się z Pawłem pokłóci - mówi. - Na koniec Kukiz zostanie tylko z Lodowskim. A ten już w Lubinie zacierał ręce, że po wyborach KoLiber będzie miał koło w Sejmie. I będzie prowadzić rozmowy o koalicji z PiS. Cały tekst: RAW Paste Data Copied
Tłumaczenia w kontekście pycha chodzi przed upadkiem zawierają przynajmniej 6 zdań. Między innymi: " Pycha chodzi przed upadkiem. " ↔ " Pride goeth before the fall. ". pycha chodzi przed upadkiem tłumaczenia pycha chodzi przed upadkiem Dodaj en pride goes before a fall A w Księdze Przypowieści 16:18 czytamy: „Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną”. We also read at Proverbs 16:18: “Pride is before a crash, and a haughty spirit before stumbling.” jw2019 " Pycha chodzi przed upadkiem. " " Pride goeth before the fall. " Ale Biblia mówi „Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną”. But, as the Bible says, “pride comes before disaster, and arrogance before a fall.” jw2019 Pycha chodzi przed upadkiem, powiedział sobie kapitan Jackson piętnaście minut później. Pride goeth before the fall , Captain Jackson told himself fifteen minutes later. Literature Nie wywyższałam się — przynajmniej nie świadomie — ale bez wątpienia pycha przed upadkiem chodzi. I hadn't been smug—at least not consciously—but there's no doubt that pride comes before a fall. Literature Naprawdę pycha chodzi przed upadkiem (Prz 16:18). Truly pride comes before a fall (Prov. 16:18). ParaCrawl Corpus Najpopularniejsze zapytania: 1K, ~2K, ~3K, ~4K, ~5K, ~5-10K, ~10-20K, ~20-50K, ~50-100K, ~100k-200K, ~200-500K, ~1M
Bardzo długo, niemal przez całą dekadę lat 90. partie prawicowe były jak pierwotniaki, nazywane pantofelkami - rozmnażały się przez podział. Prawicowe partie dzieliły się na partyjki, które później stawały się politycznymi kanapami. Dopiero pojawienie się Akcji Wyborczej Solidarność, przerwało ten chocholi taniec, jednocząc prawicę pod szyldem Głowacki: Serial z Misiewiczem to bardziej "Moda na sukces" niż przaśny "Klan" była przygodą na jedną kadencję, w końcu sama też się podzieliła. Tym czym była prawica wręcz zainfekowana, to było nieustanne poszukiwanie wroga wewnętrznego. Dla wielu polityków prawicy, o których słuch już zaginął podstawową aktywnością było poszukiwanie agentów, czy wrogów we własnych szeregach. Paradoksalnie akurat w przypadku ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego, jak pokazała historia, było to nawet uzasadnione, bo to środowisko już w wolnej Polsce było inwigilowane i rozbijane przez służby specjalne demokratycznego państwa. Prawo i Sprawiedliwość zostało zbudowane na silnym przywództwie Jarosława Kaczyńskiego, który nieraz podkreślał, że najważniejsza jest dla niego partia. Niepodważalna pozycja lidera była tym, co chroniło PiS przed destrukcją. Prezes po prostu usuwał polityków, którzy w jego ocenie szkodzili partii. Dlatego nawet głośne rozwody, które spotkały PiS w przeszłości nie okazały się większym problem. A przecież lista takich „rozwodników” jest imponująca, są na niej same tuzy: Ludwik Dorn, nazywany „trzecim bliźniakiem”, Zbigniew Ziobro, Jacek Kurski, Adam Bielan, Michał Kamiński, Marek Jurek, Kazimierz Michał Ujazdowski. Cała historia polskiej polityki, a wielu z tych, którzy odeszli, wracali później w pokutnym worze. Teraz właśnie PiS zaczął koncentrować uwagę na swoim życiu wewnętrznym. A to za sprawą Bartłomieja Misiewicza, choć to nie on sam jest problem, on stał się tylko symbolem. Szybkiej kariery, za którą stał jego protektor Antoni Macierewicz. I właśnie poczynania szefa MON stały się głównym problemem wizerunkowym dla PiS. Pozycja Antoniego Macierewicza w PiS została zbudowana na jego całkowitej bezkompromisowości. Była użyteczna dla PiS, gdy prowadził swoje niezależne śledztwo smoleńskie. Jest szkodząca gdy trzeba prowadzić grę, jaką każda władza prowadzi z wyborcami i opinią publiczną. Bo Macierewicz będzie wyłącznie robił to, co sam uważa za słuszne, nie przyjmuje żadnych sugestii, jest niesterowalny. PiS przez miesiące był okładany za Misiewicza, a Macierewicz z uporem godnej lepszej sprawy wciąż trwał przy swoim protegowanym. Konsekwentnie powierzał mu wciąż nowe „zadania”, aż przeciągnął strunę. Aż Jarosław Kaczyński zdecydował o zakończeniu sprawy Misiewicza. Ale to jeszcze nie koniec. Jestem bowiem przekonany, że Macierewicz nie odpuści, skoro przez rok ignorował krytykę prezydenta, pani premier i Jarosława Kaczyńskiego. Jedna zasada pozostaje jednak niezmienna - gdy zaczyna się śledzenie wewnętrznego życia partyjnego, jakiekolwiek partii, źle to wróży tym politykom. A dla wielu polityków PiS jest już oczywiste, że Antoni Macierewicz stanowi dla nich obciążenie. Szef MON doprowadził do tego, że Bartłomiej Misiewicz stał się symbolem pychy. Nie on pierwszy może przekonać się, że pycha kroczy przed upadkiem.
pycha kroczy przed upadkiem biblia